Dedykuję ten oto chyba rozdział Lily, Lisi, Aneczce i ogólnie to jeszcze nie wiem komu jeszcze, ale jak ktoś to przeczyta to jemu też <3 :D
************************************************************************
Pierwszy dzień po Dożynkach jest zawsze dniem wolnym. Mimo to wstaję o świcie. W pokoju panuje nienaturalna cisza. O tej porze zazwyczaj wszystkie rodziny na Złożysku zaczynały dzień pracy. Dzieci miały zaraz wyjść do szkoły, dorośli do kopalni i tylko nieliczni zostawali w domach. Najczęściej byli to chorzy, albo matki z bardzo małymi dziećmi. Właściwie ja też powinnam chodzić do szkoły, ale praca w kopalni automatycznie mnie z tego zwalnia... Bez sensu. Ponoć kiedyś trzeba było się uczyć do osiemnastych urodzin i dopiero potem można było pracować. Tak jest napisane w książkach. Ale nie są to książki, które na co dzień czytamy w szkołach.One są zakazane, bo mówią nam o tym jak kiedyś żyli ludzie i mogą obudzić w nas chęć posiadania takiej wolności jak ich. Tata kiedyś pokazał mi kilka ocalałych po "Zagładzie" tomów. Niektóre mają naprawdę dziwaczne tytuły. W Panem nie ma pisarzy ani książek odbiegających od tego co nam potrzebne, czyli podręczników szkolnych. Nie wolno pisać ani tym bardziej posiadać czegoś, na co mówi się chyba "powieści", bo to jak mówią szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego. Podręczniki redagowane przez uczonych w Kapitolu nie zawierają informacji o przeszłości świata, tylko same konkrety i oczywiście pochwały pod adresem nowego ustroju. Mimo to niektórzy chcą na własną rękę szukać dowodów na to, że Kapitol okłamuje nas, mówiąc, że kiedyś było dużo gorzej. Tylko co dokładnie znaczy to "gorzej"? Mój ojciec wraz z kilkoma zaufanymi przyjaciółmi znalazł kilka nadpalonych, zawilgoconych i kompletnie zdewastowanych, ale za to jeszcze czytelnych książek na jednym z najniższych pięter kopalni. Jedną z nich przyniósł do domu i czytał mi, kiedy mama nie mogła nas usłyszeć. Miała śliczną okładkę, na kolorowej łące stała blond włosa dziewczynka w niebieskiej sukience i wołała coś do króliczka w śmiesznym skafandrze. Uwielbiałam kiedy ojciec czytał mi rozdział po rozdziale, fantastycznie naśladując głosy bohaterów. I po raz kolejny nie mogłam nikomu o tym powiedzieć. Książka do tej pory jest schowana pod jego kombinezonem górniczym, na dnie szuflady. Chciałabym ją kiedyś stamtąd wyjąć, ale boję się, że mama to zauważy. Właściwie dlaczego nic nam nie wolno? Nie wolno śpiewać starych piosenek, nawet takich banalnych jak kołysanka o łące. Nie wolno czytać. Nie wolno mieć powodów do radości. To co to za wolność? Czy świat rozpadł się przez dziecinne piosenki, śpiewane podczas przeróżnych zabaw? Albo przez niewinne książki, przedstawiające tylko fikcję?
W oddali łąki, wejdźże do łóżka
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmróż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się liśćmi, weź je do rąk.
W niepamięć odpuść kłopotów moc,
Znikną na zawsze, gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmróż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się liśćmi, weź je do rąk.
W niepamięć odpuść kłopotów moc,
Znikną na zawsze, gdy minie noc.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.
Mama śpiewała mi to, gdy wstawałam w nocy, bo bałam się ciemności. Co jest niszczącego i nakłaniającego do buntu w tej kołysance? Co z tego, że zabronią nam śpiewać, skoro nie potrafią wymazać pamięci? I sprawić, ze przestaniemy tęsknić za tymi słowami... Wbrew temu co nam wpajają, ludzie wcale nie mają serca tylko po to, żeby żyć. Nie jesteśmy zimnymi bryłami bez uczuć. Nie wszyscy ludzie w przeszłości byli bezduszni. Nie wszyscy chcieli doprowadzić do zniszczenia ludzkości. Ale jednak do tego doszło... Co znaczy więc kilka "dobrych" wobec większości "złych"? Są w ogóle jacyś "dobrzy" i źli? Nie... Nie ma ani "dobrych", ani "złych"... Są cukrowe różyczki w witrynie cukierni, nowe ciepłe buty na wystawie w sklepie, pożywny chleb z piekarni, ciepły posiłek, są też zabarwione bryłki cukru, znoszone ubrania po starszych członkach rodziny, zakalcowate placki z przydziału zbożowego, zupa z mysiego mięsa jedzona na Ćwieku w zimowe dni... Są zwyczajne drzewa i jest drzewo, które kiedyś było stryczkiem. Są niedozwolone kołysanki i piosenki, są spojrzenia pełne nadziei, podziwu, buntu... Są prawa, za które jesteśmy wdzięczni i prawa, których nienawidzimy. Jest władza... I o tą władzę walczymy od najdawniejszych czasów.
Wychodzę. Mijam szereg domów aż w końcu staję przed jednym z nich. Pukam do dużych, drewnianych drzwi. Uchylają się lekko i zaspana twarz Gale'a pojawia się w szczelinie.
- Będziesz dziś iść na łąkę?-pytam cicho. Mruga gwałtownie oczami.
- Jest czwarta nad ranem-ziewa.
- Będziesz iść-powtarzam pytanie. Kiwa głową.
- A mogę iść z tobą?
- Jeśli chcesz.
- Myślę, że chcę.
Na pewno? A może chciałam tylko usłyszeć jego głos? Może wcale nie chcę nigdzie iść... Gale znika na moment. Po chwili wraca w kurtce, z torbą na ramieniu.
- Możemy iść-mówi. Kiedy nie ruszam się z miejsca, delikatnie łapie mnie za rękę, zmuszając tym samym do pójścia.
Siadamy na mokrej trawie.
- Myślisz, że im się uda?-pytam nagle.
- Co się uda? Komu?
- No Katniss i Peecie. Myślisz, że wrócą?
Wzrusza ramionami.
- Kto to wie? Mają raczej marne szanse. Ci ludzie są od nich dużo lepsi.
Zerkam na buk, z którego korony widać cały dystrykt. Tata czasem mnie tu zabierał. Mama omijała to miejsce szerokim łukiem. Mówiła, że jest złe, że nie wolno mi tam chodzić. Kiedyś ludzi wieszano. A ze nie było stryczków, zawisali na drzewach. Teraz wiem czemu mama nie chciała tu przychodzić-to tutaj wieszano ludzi z Dwunastki. Tata kiedyś śpiewał jedną taką piosenkę...
no no no... zajebisty rozdział beejb ;*****
OdpowiedzUsuń