niedziela, 14 września 2014

Rozdział 5




Dedyk dla Lily i Lisicy(i czo? masz swojego Leja, ciesz się tylko bez pisków, kwików i co ty tam jeszcze umiesz z siebie wydawać) Snole, czekam na moje odpowiedzi!!
Buziak :**
P.S troszeczkę przewinęłam, nie krzyczeć na mła

znalazłam ostatnio. oglądaliście?
O i jeszcze to--------->
-----------------------------------------------------------------------------------------
                                        
Luke biegnie przez dziwnie ciche i puste uliczki, a ja staram się za nim nadążyć i ślizgam się po oblodzonym podłożu. Co chwila przerażającą ciszę przerywa głuchy świst, który wydaje mi się dziwnie znajomy. Ciemna czupryna brata na moment znika mi z oczu. Przepycham się przez tłum mieszkańców Dwunastki, żeby odnaleźć obu moich braci na samym przodzie, wpatrzonych jak w obrazek w to co się dzieje. Toby cały się trzęsie, Luke stoi jak zamurowany. Podnoszę wzrok i z ust wydobywa mi się zduszony okrzyk. Gale klęczy przy czymś w rodzaju pala ze związanymi rękoma. Jego plecy przypominają teraz ochłap surowego mięsa. Gwałtownie odsuwam Toby'ego i staję tak, żeby nic nie widział.
- Bierz małego i wracajcie do domu-mówię szybko do Luke'a.
- Ale...
- W tej chwili!
Posłusznie bierze Szczerbula za rękę i po chwili znika w tłumie. Chcę tam iść, zrobić cokolwiek, żeby jakoś mu pomóc. Już mam przepchać się przez resztę ludzi i wbiec na sam środek placu, gdy ktoś gwałtownie odciąga mnie w tył.
- Stój-słyszę przy uchu trochę zachrypnięty głos. Wyrywam się ze stalowego uścisku, ale zostaję na swoim miejscu.  Odwracam się tylko, żeby zobaczyć kto mi przeszkodził. Wydaje mi się, że znam tę twarz, tylko nie wiem skąd. Nagle przypominam sobie poprzednie Dożynki i pełną konsternacji minę Effie Trinket, kiedy nasz jedyny żyjący zwycięzca próbował ją wyściskać. Teraz stoi tu sobie przede mną z bezczelnym uśmieszkiem i jeszcze każe mi nic nie zrobić. No jasne, bo nie mam absolutnie żadnego powodu, żeby go nie posłuchać. Ponownie wyrywam się do biegu i ponownie zostaję odsunięta, tyle że dużo gwałtowniej niż przed chwilą.
- Stój-powtarza. Po chwili znam już powód jego zachowania. Przed mężczyzną z batem staje jakże doskonała "gwiazda" Panemu. No tak, jeśli ktoś tu ma bronić uciśnionych i odstawiać szopki przed całym krajem, to tylko ona. Po raz pierwszy wcale nie cieszę się na widok Katniss i zdaję sobie sprawę, że to jak broni Gale'a mi przeszkadza. Ale kto inny ma się znaleźć w centrum uwagi jak nie odważna, a do tego jeszcze dobra i kochająca zwyciężczyni Głodowych Igrzysk. Gdy obrywa w twarz, Haymitch staje przed nią i mówi coś do Strażnika. Po chwili jest obok niej też Peeta. Znam go, w szkole trzymaliśmy się razem aż zginął mój ojciec. Wtedy ja zostałam sama, a on dalej miał swoje grono przyjaciół. Teraz sprzecza się ze Strażnikiem i jednocześnie obejmuje załamującą się nad stanem Gale'a Katniss. Po prostu szopka miesiąca... O, coś nowego! Jedna z handlarek oddaje im swoją ladę, gdy Strażnicy odchodzą. Oprócz mnie, Haymitcha, Katniss, Gale'a, Peety i kilku górników na placu nikogo już nie ma. Strach wygrał ze współczuciem... Bristel i Thom pomagają nieść Gale'a na "noszach" ze starych zbitych desek, które imitowały ladę. Łapię Katniss za ramię.
- Odprowadzić was?-pytam cicho.
- Nie, dzięki Leevy.
No tak. Jeszcze nie daj Boże komuś innemu będą przypisywać "zasługi" wielkiej zwyciężczyni.
- Leevy !-woła za mną. Odwracam się.
- Leevy możesz powiedzieć Hazelle co się stało?
- Pewnie, że tak.
- A! Leevy niech Hazelle nie zabiera ze sobą dzieci.
Wątpię, żeby Hazelle była tak głupia. W każdym razie chyba tylko moim zdaniem nie wzięłaby ze sobą gromadki dzieci.
- Sama z nimi zostanę-oświadczam nagle. Nie chciałam tego powiedzieć. Powinnam była powiedzieć jej, żeby sama sobie szła na Złożysko i sama siedziała z dzieciakami Hazelle. Ale nie, zawsze muszę być tak cholernie uczynna dla wszystkich. W Dwunastce wszyscy są już do tego przyzwyczajeni- Potrzebujesz czegoś? Idź do Leevy, bo nawet jeśli cię nienawidzi, to ci pomoże. Biegnę w stronę Złożyska. Na mój widok Hazelle jest zdezorientowana.
- Hazelle idź do Wioski Zwycięzców. Gale podpadł nowemu Strażnikowi. Szybko!
Wychodzi, zostawiając mnie samą z przerażonymi dziećmi. Najmłodsza z trójki rodzeństwa Posy siada mi na kolanach.
- Gdzie Gale?-pyta cicho.
- Musiał coś załatwić-odpowiadam, sama zdziwiona pewnością mojego głosu-Niedługo wróci.
- To dobrze.
Opiera oo mnie swoją główkę i zasypia.

2 komentarze:

  1. Hehehehhehejjjjjjmiiiiiczzzcccczzzcczz! Taki pyskaty <3
    DLACZEGO BICZOWANIE?
    A, umiem jeszcze chrumkać, siorbać, mlaskać, pociągać nosem, muczeć, beczeć, kwaczeć, szczekać, miauczeć, fałszować śpiewając...

    OdpowiedzUsuń