poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4


****************************************************************


Wszystko gotowe, sukienka, ciastka, posprzątałam w całej kuchni, a Gale'a jak nie było, tak nie ma. Toby siedzi jak na szpilkach i co chwila wygląda przez okno. To nie w porządku z jego strony, skoro obiecał małemu.
- Chyba dziś nie przyjdzie-rzucam w powietrze. Toby odrywa oczy od okna i odwraca się do mnie przodem.
- Przyjdzie-mówi z naciskiem- Powiedział, że przyjdzie.
Mhm, już ja to widzę. Szkoda tylko, że mu obiecał, gdyby tego nie zrobił mały pewnie by się tak nie przejął.  Nagłe pukanie do drzwi sprawia, że podskakuję gwałtownie na krześle. Toby biegnie do drzwi. Przyszedł!Wchodzą do kuchni. Mały w kółko trajkocze, Gale stara się nadążać za jego pytaniami i udzielać odpowiedzi. W końcu Szczerbul puszcza dłoń Gale'a i siadają przy stole.
- Chcesz herbaty Gale?-dopiero teraz zauważa moją obecność.
- Nie dzięki-uśmiecha się leciutko. Pod jego spojrzeniem czerwienię się, aż pieką mnie policzki. Nigdy mi się to nie zdarzyło i przeraża mnie to trochę. Stawiam na stole talerz z ciastkami, starając się ukryć zdradliwe rumieńce. Kuchnia zaczyna wirować wokół mnie. Przytrzymuję się blatu, żeby nie upaść. Odsuwane od stołu krzesło delikatnie szura o podłogę. Ktoś chwyta mnie za przedramiona. To nie są ręce mojej mamy, ani żadnego z braci, te są takie... inne. Silne i ciepłe. Zaraz! Oprócz mnie i Toby'ego jest tu tylko Gale... Więc kto mnie trzyma? To już chyba oczywiste. Błagam, wszyscy tylko nie on...Powoli otwieram oczy.
- Tylko tu nie mdlej, dobra?- wygląda na zatroskanego. Siadam przy stole i stopniowo odzyskuję ostrość widzenia. 
- To nic, ja czasem mdleję-mówię beztrosko.
- A wcale, że nie!-wrzeszczy mały. Piorunuję go wzrokiem. Gale przygląda mi się badawczo.
- Na pewno wszystko dobrze?
Potwierdzam skinieniem głowy. Zapada dziwna, a zarazem dość przyjemna cisza.
- Gale miałeś mnie zabrać do lasu- przerywa milczenie Toby. 


W lesie jest cicho jak zwykle. Gale idzie z przodu, porusza się niemal bezszelestnie, podczas gdy ja co chwila się o coś potykam. Zayrzymujemy się na młej polanie. Jest zadziwiająco ciepło jak na październik. Gale pokazuje Toby'emu jak wykonać najprostsze węzły. Przysiadam się do nich i sama uważnie słucham. Po jakiejś godzinie udaje mi się zawiązać coś w rodzaju węzła. Ściemnia się, powinniśmy już wracać.

 - Dzięki-mówię, gdy jesteśmy już przy furtce mojego domu. Gale uśmiecha się.
- Nie ma za co. Widzimy się jutro.
Jutro? A no tak, w kopalni. Mimowolnie stoję w drzwiach dopóki sylwetka Gale'a nie znknie za rogiem.

4 komentarze:

  1. Gale taki uprzejmy :> szog ... Rozdział mnie się podobał. Czekam na next i zapraszam do mła (Se ja tak krótki rozdział piszę zmęczony jestem ;-;.).
    Bajo;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Julka żyje! Boże kochany! Żyjesz! OMFGAWIESZŻECZEKAMDALEJNALEJ!?
    -Lisica do ciebie.
    Ola, w sensie.
    I kazała mi wysłać xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olciu doczekałaś się wreszcie. Mwahahahaha bezlitosna ja w końcu napisałam i wstawiłam. Mam nadzieję, że się ucieszysz

      Usuń
  3. Jestem beznadziejna ;-; Rozdział był już w pon, a ja dopiero teraz komentuję ;-; No cóż, dziękuję za dedyk :* Aż mi się ciepło robi na moim małym i niezdolnym do czuć serduszku :) Czekam kochanie na kolejny, a tymczasem u mnie następny już jest <3
    Z wyrazami ciepła i chuj wie, czego jeszcze byś chciała ;*
    Lily Novisaren, która właśnie się rozchorowała ;-;

    OdpowiedzUsuń