czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 2

 
Dedykuję ten rozdział Lisicy, a także wszystkim, którzy to przeczytają i skomentują:)
***

- Leevy wstawaj-mama raz po raz delikatnie mną potrząsa. W końcu otwieram oczy, co się tym razem stało? Rozglądam się po pokoju. Toby leży rozciągnięty w nogach mojego łóżka, zawsze przychodzi tu kiedy nie może zasnąć. Na kanapie obok śpią Luke i Jeremy. Zegar w kącie pokoju wskazuje piątą nad ranem. Jaki dziś mamy dzień tygodnia? Szerzej otwieram oczy. Poniedziałek! Nie mogę się spóźnić pierwszego dnia, a zmiana zaczyna się o szóstej trzydzieści! Błyskawicznie wyskakuję spod kołdry, strącając ją przy okazji z łóżka. Mama marszczy brwi na widok zaschniętego błota na prześcieradle i wymiętego ubrania, w którym spałam. Nie mogę jej powiedzieć o tym co się stało wczoraj w lesie, bo więcej mnie tam nie puści. Spłukuję się szybko lodowatą wodą i naciągam nieco za duży kombinezon na wilgotną skórę. Wyglądam jak każda inna dziewczyna ze Złożyska. Mam szare oczy, czarne włosy, stare, połatane ubrania i jestem przeraźliwie chuda. Staram się jak najdokładniej rozczesać splatane włosy i związuję je w luźny kok nad karkiem. Kilka kosmyków zwija się koło uszu, ale nie będę teraz poprawiać fryzury.
      Wyciągam z kredensu stary chlebak taty, nie mam czasu na śniadanie. Pakuję kilka kromek chleba i kawałek sera. Jestem gotowa do wyjścia.
- Tylko uważaj-mówi mama z troską. Boi się, że coś mi się stanie. Można by pomyśleć, że jako najstarsza z rodzeństwa nigdy nie byłam rozpieszczana, ale jest wręcz przeciwnie. Jako jedyna dziewczyna zawsze doświadczałam najwięcej miłości ze strony mamy. Nigdy nie pozwalała mi wykonywać czynności ponad moje siły, wyręczała mnie w wielu obowiązkach. kiedy zachorowała owszem, musiałam przejąć jej rolę, ale nigdy się nie skarżyłam. Cmokam ją pobieżnie w policzek i wychodzę.
      Chłodne, rześkie powietrze mnie rozbudza. Kopalnia nie znajduję się daleko, więc po dwudziestu minutach jestem na miejscu. Za dziesięć minut zaczyna się druga zmiana.  Kadrowy mierzy mnie badawczym wzrokiem, ale po chwili podaje mi hełm i lampę.  Razem z innymi wchodzę do sporej windy.  Mam zjechać na sam dół, gdzie będę pracować przy przenoszeniu wiader z węglem do wagoników kolejki.
      Wyobrażenie maszyn, wykonujących całą pracę zupełnie nie pasuje do naszej kopalni.  Bardziej adekwatne do pracy tutaj są obrazki, przedstawiające ludzi w starych kombinezonach, łupiących w skały kilofami. Największym luksusem jest ostatnio zakupiona kolejka, przewożąca górników i węgiel. Wychodzę z windy i idę za resztą górników. W porównaniu do ich obowiązków, moją pracę można porównać z myciem naczyń. Mam tylko nosić wiaderka do wagoników i z powrotem. To chyba nawet nie jest męczące,myślę.
      Już przy pierwszym wypełnionym węglem wiaderku uświadamiam sobie, jak bardzo się myliłam. Jest mi gorąco, wiaderko jest strasznie ciężkie, cały kombinezon mam w pyle, a w nosie i ustach czuję nieprzyjemne pieczenie. Mimo wszystko jestem na tyle zaabsorbowana pracą, że nie zwracam uwagi na bolące coraz bardziej ramiona.

Dzwonek, oznajmiający koniec zmiany brzmi w moich uszach jak najcudowniejsza muzyka. Która to godzina? Na pewno po południu. Zerkam na pusty chlebak, w ciągu ośmiu godzin pochłonęłam całe śniadanie. mam ochotę odtańczyć dziki taniec szczęścia, na widok miednic z wodą, kostek szarego mydła i szczotek, stojących na stołach. Łapię pierwszą z brzegu szczotkę i zaczynam z determinacją zeskrobywać sadzę z dłoni. Twarde włosie szczotki skutecznie usuwa nie tylko brud, ale i zdziera skórę i po kilku minutach szorowania mam kompletnie pokaleczone ręce.
      - Pierwszy dzień w kopalni,a już ma ręce jak stary górnik- śmieje się jeden z członków brygady, Thom. Na widok jego pokrytej pyłem twarzy też mam ochotę się roześmiać.
- Ale ja przynajmniej nie brzydzę się wody i mydła- mówię ze śmiechem. Udaje obrażonego, ale po chwili znowu wybucha śmiechem. Wtóruje mu reszta brygady.
- Słyszeliście? Leevy jednak umie mówić!
Czerwienię się gwałtownie.  Niebieskooki górnik, Bristel szturcha mnie w ramię.
- Nie przejmuj się. Jak będą mieli ciuchy do pozszywania, to nie będą już tacy dowcipni. A właśnie! Wstąp do mnie po pracy. Mam cały kosz podziurawionych rzeczy.
      Zaledwie kończy zdanie, dziki tłum rzuca się z prośbami o zacerowanie lub uszycie czegoś. Bristel uśmiecha się zadowolony.
- A nie mówiłem?- w niebieskich oczach migoczą wesołe iskierki. Lubię go, dzięki niemu zawsze mam co robić, a przy okazji zarobię trochę pieniędzy.
- Hej Bristel! Nie podrywaj naszej Leevy!- krzyczy ktoś z tłumu.  Kręcę głową z politowaniem. Nikt ze sprawnym wzrokiem by mnie nie podrywał. A już zwłaszcza nie on. Wszyscy wiedzą, że podkochuje się w córce właścicieli sklepu warzywnego, Alice, a takie żarty sprawiają, że purpurowieje na twarzy.
      Wracam do domu z naręczem ubrań do zszycia i szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ej, czekaj!- krzyczy ktoś za mną. Odwracam się, zastanawiając kto to może być. Już gdzieś słyszałam ten głos. Gale!
- Tak?-pytam uprzejmie. Pierwszy raz pojawia się okazja do rozmowy z nim. Znika za drzwiami domu, ale za chwilę pojawia się na podwórku z martwym królikiem w ręce.
- Złapał się w twoje wnyki- mówi, wręczając mi zwierzę. Jestem pewna, że królik wcale nie złapał się w zastawioną przeze mnie namiastkę pułapki. Tylko skąd on wie, że zastawiałam wnyki? Przypomina mi się wczorajsze wydarzenie i szkarłatny rumieniec oblewa moje policzki. Ależ ze mnie kretynka! Po tym jak uciekałam przed nim jak oparzona w lesie, daje mi upolowanego rzekomo przeze mnie królika. Zaraz zaraz! On się nade mną najzwyczajniej w świecie lituje! Gale Hawthorne, jeden z najbiedniejszych mieszkańców Złożyska, daje biednej, wychudzonej Leevy królika, bo ona sama nie potrafi sobie upolować jedzenia. Wyciągam z kieszeni kilka monet, ale odsuwa moją dłoń.
      - Uwierz mi, stać mnie na jedzenie-mówię, spoglądając na niego z wyższością.
- Wiem-mówi, ale nie bierze pieniędzy. Trudno, najwyżej dam je jego bratu, Rory'emu jeśli go spotkam, albo Hazelle. Jestem na niego zła, bo czuję się gorsza, kiedy ktoś prawie zupełnie obcy nagle mi coś daje. 

Trzaskam drzwiami wejściowymi. W kuchni bez słowa zaczynam obrabiać królika.  Jeremy przygląda się mięsu z zachwytem, czym niezmiernie mnie drażni. Zawsze patrzy na jedzenie tak, jakby nigdy nie miał nic w ustach.
      - Skąd go masz?- mama przygląda mi się badawczo.
- Dostałam- mówię szybko.
- Od?
Od Świętego Mikołaja! Pyta, jakby nie wiedziała kto chodzi do lasu na łowy.
- Od Gale'a  Hawthorne'a - burczę.  Mama unosi brwi, ale uśmiecha się z aprobatą.

      - Miły chłopak z tego Gale'a- mówi mama, kiedy stawiam na stole garnek z gulaszem. O tak, bardzo miły.
- Nie wiedziałam, że  utrzymujecie jakieś kontakty-drąży.
- Bo nie utrzymujemy- ucinam.  Tak jest zawsze, kiedy mówię jej o jakimś chłopaku. Od razu chce wiedzieć wszystko i dam głowę, że wyobraża sobie mnie biorącą z danym osobnikiem ślub. Kiedyś zapytała mnie, co jest między mną, a Clausem, chłopakiem z miasta. Między mną, a nim było naprawdę głębokie uczucie, a mianowicie, kupował ode mnie ser w każdą sobotę. Jem najszybciej jak mogę, żeby odejść wreszcie od stołu.  Właśnie zarobiłam sobie kolejny dług, tym razem u chłopaka, z którym rozmawiałam zaledwie dwa razy w życiu.  Może i to dziwne, w końcu wściekam się, bo dał mi królika, ale nie lubię litości i współczucia. Nie znoszę jak ludzie dają mi cokolwiek za darmo. Mam wtedy wrażenie, że robią to, bo uważają mnie w pewnym sensie za gorszą od siebie. Jutro oddam Gale'owi pieniądze za królika. Koniec, kropka.

4 komentarze:

  1. Czyżby kiedyś główna bohaterka miała być z Gale'em? xd
    However, jestem tu z linku Lisicy, tej przebrzydłej rudej wiedźmy <3 <3 <3
    Mam Ci tutaj wydać opinię (tj. pochwały lub krytykę, ale konstruktywną). Więc co do Twojego bloga.
    1) Zdarzają się tu czasami błędy, ale no cóż: człowiek całe życie się uczy, right?
    2) Masz całkiem ciekawy styl pisania ^^
    3)Cóż, będę tu zaglądać :*
    Jeśli masz czas to zapraszam do mnie na http://cena-ostatniego-piasku.blogspot.com/ jeśli masz czas :*
    Lily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily, grats xD Taka odpowiedzialna, obiecała, to weszła :D
      I co, julcia, mówiłam, że załatwię?

      Usuń
    2. Zawsze mam czas zajrzeć na blogi :-)

      Usuń
  2. Aha Olciu dziękujem <3. I już piszę ci ten upragniony rozdział

    OdpowiedzUsuń