niedziela, 14 grudnia 2014

...











 Moi kochani przyjaciele(?)



 
Zawieszam...
Przepraszam was, ale jestem dokładnie na "początku końca" i aktualnie:
1# Rozwiązuję swoje problemy
2# Jestem apatycznie nie zdatna do wszelkiego użytkowania
3# Bawię się w psychologa i... szkoda gadać
4# Mam przerażających znajomych, którzy sprawiają, ze czasem boję się samej siebie
Kocham was!
Aniu ty moja siostrzyczko i rzono w jednym <3
Liluś pamiętaj o mnie :*
Lisia... taaaa ty wiesz co?(o) Cb boję się chyba najbardziej ... <3 :** :/

taaaa
Nie wiem kiedy wrócę i czy w ogóle jest sens zatruwać powietrze oraz internet mą osobą...
No to pa.
Chyba do zobaczenia
Kiedyś tam
Mhm...

Juleczka, spycholog nie z tej planety


niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 9

              

Znowu siedzę na dywanie w małym pokoju, otoczona pluszakami ze skrawków materiału. Mam cztery lata... Mama kołysze na rękach płaczącego Jeremy'ego. Śpiewa mu wszystkie znajome kołysanki, ale to nie pomaga. Nie pomoże, bo tylko przy jednej piosence się uspokaja... Tata zaśpiewał mu ją kiedyś, kiedy tak jak teraz nie chciał się uspokoić. Podchodzę do mamy i nachylam się w jej stronę.
- Robisz to źle-mówię szeptem.
- Co takiego?-jest zaskoczona.
- Śpiewasz złe piosenki-informuję. Mama nie rozumie o co chodzi.
- To zaśpiewaj teraz ty coś-proponuje. Kiwam głową i siadam obok niej na podłodze. Przymykam oczy. Znam tą piosenkę...

     - Czy Ty, czy Ty
      Przy drzewie się pojawisz
      Gdzie zawisł mężczyzna,
       Co troje ludzi zabił
       Dziwne rzeczy się tu zdarzały,
       Więc nie zdziwi mnie
       Jeśli się spotkamy
       O północy
       Pod wisielczym drzewem...

      Czy Ty, czy Ty
      Przy drzewie się pojawisz
      Skąd martwy mężczyzna
      Miłość swą odprawił
      Dziwne rzeczy się tu zdarzały,
      Więc nie zdziwi mnie
      Jeśli się potkamy
       O północy
       Pod wisielczym drzewem...

      Czy Ty, czy Ty
      Przy drzewie się pojawisz,
      Gdzie kazałem Ci przybiec,
      By oboje nas wybawić
      Dziwne rzeczy się tu zdarzały,
      Więc nie zdziwi mnie
      Jeśli się spotkamy
      O północy
     Pod wisielczym drzewem...

    Czy Ty, czy Ty
    Przy drzewie się pojawisz
    Założysz naszyjnik z liny
    I już mnie nie zostawisz
   Dziwne rzeczy się tu zdarzały,
   Więc nie zdziwi to mnie
   Spotkajmy się
   O północy
   Przy wisielczym drzewie... 

Mama zaczyna krzyczeć, budząc przy okazji, chłopca, który zdążył już usnąć. Mały zaczyna przeraźliwie płakać. Ja chowam się w swoim pokoju. Czekam aż wróci ojciec... Słyszę jego kroki w kuchni, słyszę jak mama do niego krzyczy, a on ją uspokaja. Potem wchodzą do mojego pokoju i przytulają mnie. Już się nie boję. Tata mówi, ze nie wolno śpiewać takich piosenek, ale ja nie zapominam jej tekstu.

      Pamiętam go do teraz i mimowolnie śpiewam wszystkie cztery zwrotki. Jedyny buk, który stoi poza ogrodzeniem... Jedyny, który nie należy do lasu... Drzewo wisielców... CO jego bohater ma na myśli? Może opowiada swojej dziewczynie o przestępcy... Pewnie jest zamieszany w jakąś zbrodnie, a ona ma zostać powieszona razem z nim... Takie rzeczy miały miejsce naprawdę. Karano dwoje za błąd jednego. Opowiada jej, że kiedyś miało miejsce takie wydarzenie, że przestępca  kazał uciekać swojej kochance, bo myślał pewnie, że świat może się zmienić... Ale on nie chce, żeby ona go zostawiła. Chce, żeby zginęła razem z nim, każe jej przyjść pod stryczek. Obiecuje, że zawsze będą razem, kiedy już założy linę na szyję... Może faktycznie życie w takim świecie jest gorsze od śmierci... Zerkam na Gale'a, gdy kończę ostatni wers.
- Ładnie-mówi-Skąd to znasz?
- Kiedyś tata zaśpiewał to mojemu bratu. Znam jeszcze inne.
- Jakie?
Dużo tego. Najbardziej lubię jedną, podsłuchałam jak tata ją śpiewał.
- Za dużo tego. Nie pamiętam wszystkich-uśmiecham się.
- To zaśpiewaj co pamiętasz.
Biorę głęboki wdech.

- Pamiętam łzy spływające po twojej twarzy,
Gdy powiedziałam: "Nigdy nie pozwolę ci odejść"
Gdy te wszystkie cienie niemalże zgasiły twoje światło
Pamiętam jak powiedziałeś: "Nie zostawiaj mnie tu samego"
Lecz to wszystko już umarło, odeszło i przeminęło dzisiejszej nocy


Zaśpiewał mi tę zwrotkę, ale nikomu nie mówiłam...

Po prostu zamknij oczy
Słońce chyli się ku zachodowi
Będzie dobrze
Nikt nie może cię teraz skrzywdzić
Przyjdź, światło poranka
Ty i ja będziemy cali i zdrowi


To przecież takie oczywiste...

Nie waż się wyglądać przez okno, kochanie
Wszystko się pali
Za naszymi drzwiami szaleje wojna
Trzymaj się tej kołysanki
Nawet gdy muzyka zniknie, zniknie


Tej zwrotki zawsze się bałam..
.
Po prostu zamknij oczy
Słońce chyli się ku zachodowi
Będzie dobrze
Nikt nie może cię teraz skrzywdzić
Przyjdź, światło poranka
Ty i ja będziemy cali i zdrowi

Po prostu zamknij oczy
Będzie dobrze
Przyjdź światło poranka
Ty i ja będziemy cali i zdrowi


- A tą skąd znasz?
- Kiedyś ojciec zaśpiewał pierwszą zwrotkę.
- Więc sąd znasz resztę.
Rumienię się.
- Podsłuchiwałam jak śpiewał, gdziekolwiek był i jakoś tak wyszło, że umiem ją powtórzyć. Może ptaki nie milkną, kiedy śpiewam, ale na razie musi ci to wystarczyć.
Gale wstaje. Ja też.
- Gdyby był tu chociaż jeden, z pewnością by zamilkł-mówi cicho.
  Całuje mnie w czoło i odchodzi...

Rozdział 8













Dedykuję ten oto chyba rozdział Lily, Lisi, Aneczce i ogólnie to jeszcze nie wiem komu jeszcze, ale jak ktoś to przeczyta to jemu też <3 :D
************************************************************************



Pierwszy dzień po Dożynkach jest zawsze dniem wolnym. Mimo to wstaję o świcie. W pokoju panuje nienaturalna cisza. O tej porze zazwyczaj wszystkie rodziny na Złożysku zaczynały dzień pracy. Dzieci miały zaraz wyjść do szkoły, dorośli do kopalni i tylko nieliczni zostawali w domach. Najczęściej byli to chorzy, albo matki z bardzo małymi dziećmi. Właściwie ja też powinnam chodzić do szkoły, ale praca w kopalni automatycznie mnie z tego zwalnia... Bez sensu. Ponoć kiedyś trzeba było się uczyć do osiemnastych  urodzin i dopiero potem można było pracować. Tak jest napisane w książkach. Ale nie są to książki, które na co dzień czytamy w szkołach.One są zakazane, bo mówią nam o tym jak kiedyś żyli ludzie i mogą obudzić w nas chęć posiadania takiej wolności jak ich. Tata kiedyś pokazał mi kilka ocalałych po "Zagładzie" tomów. Niektóre mają naprawdę dziwaczne tytuły. W Panem nie ma pisarzy ani książek odbiegających od tego co nam potrzebne, czyli podręczników szkolnych. Nie wolno pisać ani tym bardziej posiadać czegoś, na co mówi się chyba "powieści", bo to jak mówią szkodliwe dla naszego zdrowia psychicznego. Podręczniki  redagowane przez uczonych w Kapitolu nie zawierają informacji o przeszłości świata, tylko same konkrety i oczywiście pochwały pod adresem nowego ustroju. Mimo to niektórzy chcą na własną rękę szukać dowodów na to, że Kapitol okłamuje nas, mówiąc, że kiedyś było dużo gorzej.  Tylko co dokładnie znaczy to "gorzej"? Mój ojciec wraz z kilkoma zaufanymi przyjaciółmi znalazł kilka nadpalonych, zawilgoconych i kompletnie zdewastowanych, ale za to jeszcze czytelnych książek na jednym z najniższych pięter kopalni. Jedną z nich przyniósł do domu i czytał mi, kiedy mama nie mogła nas usłyszeć. Miała śliczną okładkę, na kolorowej łące stała blond włosa dziewczynka w niebieskiej sukience i wołała coś do króliczka w śmiesznym skafandrze. Uwielbiałam kiedy ojciec czytał mi rozdział po rozdziale, fantastycznie naśladując głosy bohaterów. I po raz kolejny nie mogłam nikomu o tym powiedzieć. Książka do tej pory jest schowana pod jego kombinezonem górniczym, na dnie szuflady. Chciałabym ją kiedyś stamtąd wyjąć, ale boję się, że mama to zauważy.  Właściwie dlaczego nic nam nie wolno? Nie wolno śpiewać starych piosenek, nawet takich banalnych jak kołysanka o łące. Nie wolno czytać. Nie wolno mieć powodów do radości. To co to za wolność? Czy świat rozpadł się przez dziecinne piosenki, śpiewane podczas przeróżnych zabaw? Albo przez niewinne książki, przedstawiające tylko fikcję? 

W oddali łąki, wejdźże do łóżka
Czeka tam na cię z trawy poduszka.
Skłoń na niej główkę, oczęta zmróż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.

Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.

Poblask miesiąca spłynie w mrok łąk,
Okryj się liśćmi, weź je do rąk.
W niepamięć odpuść kłopotów moc,
Znikną na zawsze, gdy minie noc.

Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.

 Mama śpiewała mi to, gdy wstawałam w nocy, bo bałam się ciemności. Co jest niszczącego i nakłaniającego do buntu w tej kołysance? Co z tego, że zabronią nam śpiewać, skoro nie potrafią wymazać pamięci? I sprawić, ze przestaniemy tęsknić za tymi słowami... Wbrew temu co nam wpajają, ludzie wcale nie mają serca tylko po to, żeby żyć. Nie jesteśmy zimnymi bryłami bez uczuć. Nie wszyscy ludzie w przeszłości byli bezduszni. Nie wszyscy chcieli doprowadzić do zniszczenia ludzkości. Ale jednak do tego doszło... Co znaczy więc kilka "dobrych" wobec większości "złych"? Są w ogóle jacyś "dobrzy" i źli? Nie... Nie ma ani "dobrych", ani "złych"... Są cukrowe różyczki w witrynie cukierni, nowe ciepłe buty na wystawie w sklepie, pożywny chleb z piekarni, ciepły posiłek, są też zabarwione bryłki cukru, znoszone ubrania po starszych członkach rodziny, zakalcowate placki z przydziału zbożowego, zupa z mysiego mięsa jedzona na Ćwieku w zimowe dni... Są zwyczajne drzewa i jest drzewo, które kiedyś było stryczkiem. Są niedozwolone kołysanki i piosenki, są spojrzenia pełne nadziei, podziwu, buntu... Są prawa, za które jesteśmy wdzięczni i prawa, których nienawidzimy. Jest władza... I o tą władzę walczymy od najdawniejszych czasów.

     Wychodzę. Mijam szereg domów aż w końcu staję przed jednym z nich.  Pukam do dużych, drewnianych drzwi. Uchylają się lekko i zaspana twarz Gale'a pojawia się w szczelinie.
- Będziesz dziś iść na łąkę?-pytam cicho. Mruga gwałtownie oczami.
- Jest czwarta nad ranem-ziewa.
- Będziesz iść-powtarzam pytanie. Kiwa głową.
- A mogę iść z tobą?
- Jeśli chcesz.
- Myślę, że chcę.
Na pewno? A może chciałam tylko usłyszeć jego głos? Może wcale nie chcę nigdzie iść... Gale znika na moment. Po chwili wraca w kurtce, z torbą na ramieniu.
- Możemy iść-mówi. Kiedy nie ruszam się z miejsca, delikatnie łapie mnie za rękę, zmuszając tym samym do pójścia.
      Siadamy na mokrej trawie.
- Myślisz, że im się uda?-pytam nagle.
- Co się uda? Komu?
- No Katniss i Peecie. Myślisz, że wrócą?
Wzrusza ramionami.
- Kto to wie? Mają raczej marne szanse. Ci ludzie są od nich dużo lepsi.
Zerkam na buk, z którego korony widać cały dystrykt. Tata czasem mnie tu zabierał. Mama omijała to miejsce szerokim łukiem. Mówiła, że jest złe, że nie wolno mi tam chodzić. Kiedyś ludzi wieszano. A ze nie było stryczków, zawisali na drzewach. Teraz wiem czemu mama nie chciała tu przychodzić-to tutaj wieszano ludzi z Dwunastki. Tata kiedyś śpiewał jedną taką piosenkę...

poniedziałek, 3 listopada 2014

Po raz kolejny trochę poprzynudzam :)

Heeej! No to tak: Zapraszam do lajkowania strony https://www.facebook.com/jemtylkowmellarkbakery?fref=nf , jestem nową adminką (na o.próbnym) i czekam...
To tyle.
A!
Nie!
W sumie...
Pan wena jest jakiś dziki i podsyła mi same mordercze pomysły, więc póki co wciąż z nim negocjuję i nie wiem kiedy następny rozdział.
To tyle
Pa

sobota, 1 listopada 2014

I oto to coś, co miało być rozdziałem, a jest... Dobra to nje rozdział! I co?!

Eej! No! Czemu wszystkie blogi, które kocham są zawieszane? Czo? No właśnie!
Lisia weny! Wiesz, ze masz mnie, prawda? Jak coś nie tego to pisz, a nie się dławisz z rozpaczy...
Nie dołuj mnie.
I wogóle na tym moim cholernym gównie zwanym potocznie opowiadaniem nr2(sorry nie mogłam się powstrzymać) mam miniaturkę (znowu)... I jest dupnie. Zresztą ja sama jestem do dupy.
No i tego... Lisia pamiętaj!
Taaa
To chyba tyle
Nie!
Lily kocham <3 Bardziej niż ty!
Aneczoo ma (wiem, że to czytasz, bo nie daje ci o sobie zapomnieć) cb też kocham <3
I cała reszto- żyję, chyba... I może napiszę kiedyś...
To
Pa
;_;
;_;
;_;
;_;
Przepraszam...




Buziam

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 7




Widzę wyraźnie unoszącą się dłoń Strażnika, zamykam oczy, ale nie czuję uderzenia. Słyszę tylko zduszony jęk, a po chwili odgłos upadającego ciała i szamotaniny. Strażnicy zmierzają już w tę stronę, to samo robią górnicy z naszej brygady. Strażnicy idą szybko z wyciągniętymi przed siebie pistoletami w dłoniach jednak górnicy są szybsi. Zanim zdążę się zorientować mocujący się są już rozdzieleni.
- Zjeżdżajcie stąd. Zanim przyjdzie Thread-mówi Thom.
Palce Gale'a zaciskają się na moim nadgarstku, zmuszając mnie do pójścia za nim. Nie wiem gdzie idziemy, ale ufam mu. Zwalnia dopiero na skraju miasta. Zatrzymujemy się i mogę wreszcie złapać oddech. Gale stoi odwrócony do mnie tyłem.
- Nic ci nie jest?-pyta. Wciąż na mnie nie patrzy.
- Nie. A tobie?
Wzrusza ramionami. Po co to całe przedstawienie? Oberwałabym parę razy i raczej nic poważnego by mi się nie stało. Znowu jestem na niego zła, bo mi pomógł. Potrafię sobie sama dać radę.
- Idziemy w jakieś konkretne miejsce?-pytam po chwili.
- Ty do domu.
- Możesz się odwrócić do mnie przodem?
Znowu wzrusza ramionami, ale odwraca się. Z rany nad brwią powoli sączy się krew, nic poza tym mu nie jest. Chyba. Dotykam opuszkami palców jego czoła, starając się nie ruszać rozcięcia.
- To wypadałoby odkazić- zauważam.
- Mhm.
- No to chodź.
Nie czekam na protest. Idę pewnie do domu, a Gale idzie za mną. Mama czeka w drzwiach, ona i chłopcy oglądali Dożynki na ekranach w mieście. Jest zaskoczona, kiedy widzi z kim idę, ale nic nie mówi.Siadamy przy stole. Przemywam czoło Gale'a wodą i przecieram ranę ściereczką zmoczoną w spirytusie. Syczy, ale nic poza tym. Dopiero teraz widzę jak głębokie jest rozcięcie.  
- Co jest?-pyta Gale, gdy widzi jak się krzywię. 
- Trzeba szyć.
Spogląda na mnie niepewnie. Nigdy nie zszywałam ran. To znaczy był jeden taki raz, ale już dawno. Poza tym między zszywaniem rozcięcia na ramieniu, a rozcięcia na twarzy jest zasadnicza różnica.  Wzdycha ciężko i odsuwa się od stołu.
- Jak  jeszcze bardziej rozwalisz mi czoło to uduszę-mówi zaczepnie. Uśmiecham się lekko.
- Nie będzie aż tak źle.
Nawlekam igłę i przybliżam się do niego.
- Nie mam żadnego znieczulenia. Wytrzymasz?-głupie pytanie, ale wolę nie ryzykować. Wzrusza ramionami. 

Po pięciu przeciągnięciach igłą, Gale pyta czy długo jeszcze.
- Sekunda-odpowiadam.
Problem w tym, że mówię to już mniej więcej ósmy raz. Wreszcie odcinam zbędny kawałek nici i mogę założyć bandaż. Bandaż to chyba jedyna rzecz, która prawie nigdy się u nas nie kończy. A nawet jeśli, to przy trójce chłopaków wciąż trzeba kupować nowy zapas. 
- Koniec-oznajmiam wesoło- Nie pobrudź tego, to będzie dobrze. 
- Mhm.
Odprowadzam go do drzwi. Zaczyna się ściemniać. Gale nachyla się w moją stronę.
- Dzięki-słyszę tuż przy uchu. Gale patrzy na mnie wyczekująco. Przygryzam wargę.
- Nie ma za co. To dobranoc-mówię szybko. Leevy, ty kretynko! 
Myślałam, że sie obrazi, ale on ciągle się uśmiecha.
- Cześć-mówi i odchodzi. 
No pięknie.

niedziela, 5 października 2014

Nicz nicz tylko tak sobie chcę napisać coś xD

Heeeey ludziki!!!! Wróciłam od ufolków jedzących nutelle i jestem!!! A tak przy okazji z okazji...386 wyświetleń w miesiąc chcę wam podziękować!!!! Dziękujem!!!!!!! A rozdział jest... no ok jest pół linijki, ale to już coś;) Coś tam nabazgram może
Buziam!!