czwartek, 18 września 2014

Rozdział 6




Dożynki...

Spokój. Łudząco zastępuje poczucie bezpieczeństwa, ale tylko przez chwilę. Chciałabym móc latać. Przeleciałabym nad ogrodzeniami i lasami, i nie wracałabym już nigdy do Panem. Znalazłabym sobie ciche miejsce gdzieś z dala od ludzi i żyłabym sobie w spokoju, bezpieczna. I zabrałaby jeszcze mamę, Toby'ego, Luke'a, Jeremy'ego i Gale'a... I już nikt by nam nie zagrażał. Problem w tym, że to nie jest możliwe.
- Jeszcze mamy szansę uciec-mówię praktycznie do powietrza. Gdyby ktoś mnie teraz widział pewnie powiedziałby, że oszalałam.
- Gale, możesz zejść na dół jak do ciebie mówię?-pytam zirytowana. Siedzimy na Łące od piątej rano. Ja na trawie, on na jedynym nie należącym do lasu buku. Ja ciągle mówię, on milczy albo odpowiada nieskładnie. Schodzi na niższą gałąź. Siada ze skrzyżowanymi nogami, nie wiem jak to robi, ale jeszcze ani razu nie spadł.
- Boję się-mówię jeszcze ciszej.
- Nie ma czego. W tym roku cię nie wylosują.
W tym roku będą losować z puli zwycięzców, żeby "Pokazać im, że nikt nie jest niezwycężony wobec potęgi Kapitolu".
- Boję się co będzie dalej Gale. Tylko tego.
Głupi monolog i wszechobecna cisza jeszcze nigdy nie były tak przyjemne.
- I gdzie byśmy poszli?-pyta. A bo ja wiem... Daleko.
- Za ogrodzenie, to pewne. A potem przed siebie...
Uśmiecha się słabo.
- Już od kogoś to słyszałem. Nawet całkiem niedawno.
- Różnica między mną a Katniss jest znacząca-mówię po chwili lodowato.
- Tak? A jaka?
Prycham.
- Może taka, że ja nie chcę tylko ratować swojej skóry.
- To po co chcesz uciekać?
Żebyś był pacanie bezpieczny... I wreszcie się obudził, przemyka mi przez głowę.
- Żeby nie musieć dłużej tego znosić-mówię zamiast tego- żebyśmy WSZYSCY byli bezpieczni, nie tylko ja.
- Mówiąc wszyscy masz na myśli?
- No ja, moja rodzina, ludzie z Dwunastki, ty...
Uśmiecha się z tryumfem w oczach.
- Wiedziałem, że to powiesz.
- Skąd panie jasnowidzu?
Uśmiecha się cwanie.
- Szalejesz za mną-mówi z przekonaniem. Wybucham śmiechem.
- Przejrzałeś mnie! Marzę o twoim autografie!
Gale też się śmieje.
- Zejdziesz na dół?-pytam-Głupio trochę mówić do drzewa.
- Nie. Ewentualnie ty możesz wejść na górę.
Przecież wie, że nie umiem wchodzić na drzewa, a co dopiero na nich siedzieć.
- Ale śmieszne-burczę- Jak jesteś taki mądry to mi pomóż.
Wyciąga rękę.
- Ale ja nie mówiłam poważnie!
Śmieje się.
- A ja tak. Chodź-mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ostrożnie łapię jego dłoń i pozwalam pomóc sobie wejść. Jestem. Wystarczy.
- No i jestem. Możemy iść?-jesteśmy dość nisko, ale i tak się boję. Stoję na gałęzi kurczowo trzymając się pnia.
- Siadaj-słyszę. Kręcę tylko głową.
- To chodź wyżej.
Pogięło go? Węgla się nawąchał? Nigdy w życiu nie wejdę wyżej! Nie mam jednak wyboru, bo Gale już mnie za sobą ciągnie.
Gałęzie są coraz cieńsze, ale wciąż utrzymują nasz ciężar. Przez warstwę liści przebija się światło. Pięknie tu. O ile się nie mylę jesteśmy przy samiuteńkiej koronie. Przy koronie! To jakieś siedem metrów nad ziemią, jeśli nie więcej! Widząc moją minę uśmiecha się jeszcze szerzej. Ładnie wygląda kiedy się uśmiecha. Dużo lepiej niż kiedy jest taki strasznie ... poważny.
- Przestań się trzymać pnia-nalega . Chciałby. Mimo wszystko puszczam drzewo i powoli idę po gałęzi w jego stronę. Staram się nie myśleć o tym, że jestem strasznie wysoko i w każdej chwili mogę spaść, i uderzę w ziemię, i raczej nie będzie już co zbierać...
- Chcesz coś zobaczyć?-pyta.  Kiwam głową. Gale delikatnie łapie mnie w pasie i odnosi tak, że moja głowa wystaje spoza liści. Widzę Złożysko, kopalnię, a nawet część miasteczka. Nad wszystkim góruje Pałac Sprawiedliwości. Jest pięknie mimo brudu i biedy. Tylko na ulicach nie ma prawie nikogo. 
- Ślicznie-mówię, gdy z powrotem jestem na gałęzi. Powoli schodzimy na dół.
Idziemy w milczeniu do furtki mojego domu.
- Widzimy się na Placu-mówię z uśmiechem. Gale odgarnia mi grzywkę z czoła. Nawet nie zauważyłam, kiedy czarne kudły przykryły mi połowę twarzy. Czerwienię się po uszy.
- Ubierz się ładnie-mówi głucho.



Plac pełen ludzi. Na scenie Effie Trinket i dwie pule karteczek.
- Jak zwykle damy mają pierwszeństwo-recytuje i chyba sama usiłuje uwierzyć w to, że nic się nie dzieje, że jest jak zawsze. Wiadomo kto będzie trybutką. Teraz Effie miesza w puli z nazwiskami męskimi. Dam głowę, że wylosuje Peetę. Mam wrażenie, że to wszystko jest ustawione, ale zazwyczaj nie mamy pojęcia kto pojedzie na Igrzyska.
- Haymitch Abernathy-pada nazwisko. Peeta zgłasza się na trybuta. Drodzy państwo! Trybuci z Dystryktu Dwunastego! Katniss Everdeen i jej narzeczony/nienarzeczony Peeta Mellark!
Machinalnie przykładam trzy środkowe palce do ust i wyciągam rękę. To samo robi Gale i reszta mieszkańców.  Ostatnie co widzę to Strażnik Pokoju idący w moją stronę.






niedziela, 14 września 2014

Rozdział 5




Dedyk dla Lily i Lisicy(i czo? masz swojego Leja, ciesz się tylko bez pisków, kwików i co ty tam jeszcze umiesz z siebie wydawać) Snole, czekam na moje odpowiedzi!!
Buziak :**
P.S troszeczkę przewinęłam, nie krzyczeć na mła

znalazłam ostatnio. oglądaliście?
O i jeszcze to--------->
-----------------------------------------------------------------------------------------
                                        
Luke biegnie przez dziwnie ciche i puste uliczki, a ja staram się za nim nadążyć i ślizgam się po oblodzonym podłożu. Co chwila przerażającą ciszę przerywa głuchy świst, który wydaje mi się dziwnie znajomy. Ciemna czupryna brata na moment znika mi z oczu. Przepycham się przez tłum mieszkańców Dwunastki, żeby odnaleźć obu moich braci na samym przodzie, wpatrzonych jak w obrazek w to co się dzieje. Toby cały się trzęsie, Luke stoi jak zamurowany. Podnoszę wzrok i z ust wydobywa mi się zduszony okrzyk. Gale klęczy przy czymś w rodzaju pala ze związanymi rękoma. Jego plecy przypominają teraz ochłap surowego mięsa. Gwałtownie odsuwam Toby'ego i staję tak, żeby nic nie widział.
- Bierz małego i wracajcie do domu-mówię szybko do Luke'a.
- Ale...
- W tej chwili!
Posłusznie bierze Szczerbula za rękę i po chwili znika w tłumie. Chcę tam iść, zrobić cokolwiek, żeby jakoś mu pomóc. Już mam przepchać się przez resztę ludzi i wbiec na sam środek placu, gdy ktoś gwałtownie odciąga mnie w tył.
- Stój-słyszę przy uchu trochę zachrypnięty głos. Wyrywam się ze stalowego uścisku, ale zostaję na swoim miejscu.  Odwracam się tylko, żeby zobaczyć kto mi przeszkodził. Wydaje mi się, że znam tę twarz, tylko nie wiem skąd. Nagle przypominam sobie poprzednie Dożynki i pełną konsternacji minę Effie Trinket, kiedy nasz jedyny żyjący zwycięzca próbował ją wyściskać. Teraz stoi tu sobie przede mną z bezczelnym uśmieszkiem i jeszcze każe mi nic nie zrobić. No jasne, bo nie mam absolutnie żadnego powodu, żeby go nie posłuchać. Ponownie wyrywam się do biegu i ponownie zostaję odsunięta, tyle że dużo gwałtowniej niż przed chwilą.
- Stój-powtarza. Po chwili znam już powód jego zachowania. Przed mężczyzną z batem staje jakże doskonała "gwiazda" Panemu. No tak, jeśli ktoś tu ma bronić uciśnionych i odstawiać szopki przed całym krajem, to tylko ona. Po raz pierwszy wcale nie cieszę się na widok Katniss i zdaję sobie sprawę, że to jak broni Gale'a mi przeszkadza. Ale kto inny ma się znaleźć w centrum uwagi jak nie odważna, a do tego jeszcze dobra i kochająca zwyciężczyni Głodowych Igrzysk. Gdy obrywa w twarz, Haymitch staje przed nią i mówi coś do Strażnika. Po chwili jest obok niej też Peeta. Znam go, w szkole trzymaliśmy się razem aż zginął mój ojciec. Wtedy ja zostałam sama, a on dalej miał swoje grono przyjaciół. Teraz sprzecza się ze Strażnikiem i jednocześnie obejmuje załamującą się nad stanem Gale'a Katniss. Po prostu szopka miesiąca... O, coś nowego! Jedna z handlarek oddaje im swoją ladę, gdy Strażnicy odchodzą. Oprócz mnie, Haymitcha, Katniss, Gale'a, Peety i kilku górników na placu nikogo już nie ma. Strach wygrał ze współczuciem... Bristel i Thom pomagają nieść Gale'a na "noszach" ze starych zbitych desek, które imitowały ladę. Łapię Katniss za ramię.
- Odprowadzić was?-pytam cicho.
- Nie, dzięki Leevy.
No tak. Jeszcze nie daj Boże komuś innemu będą przypisywać "zasługi" wielkiej zwyciężczyni.
- Leevy !-woła za mną. Odwracam się.
- Leevy możesz powiedzieć Hazelle co się stało?
- Pewnie, że tak.
- A! Leevy niech Hazelle nie zabiera ze sobą dzieci.
Wątpię, żeby Hazelle była tak głupia. W każdym razie chyba tylko moim zdaniem nie wzięłaby ze sobą gromadki dzieci.
- Sama z nimi zostanę-oświadczam nagle. Nie chciałam tego powiedzieć. Powinnam była powiedzieć jej, żeby sama sobie szła na Złożysko i sama siedziała z dzieciakami Hazelle. Ale nie, zawsze muszę być tak cholernie uczynna dla wszystkich. W Dwunastce wszyscy są już do tego przyzwyczajeni- Potrzebujesz czegoś? Idź do Leevy, bo nawet jeśli cię nienawidzi, to ci pomoże. Biegnę w stronę Złożyska. Na mój widok Hazelle jest zdezorientowana.
- Hazelle idź do Wioski Zwycięzców. Gale podpadł nowemu Strażnikowi. Szybko!
Wychodzi, zostawiając mnie samą z przerażonymi dziećmi. Najmłodsza z trójki rodzeństwa Posy siada mi na kolanach.
- Gdzie Gale?-pyta cicho.
- Musiał coś załatwić-odpowiadam, sama zdziwiona pewnością mojego głosu-Niedługo wróci.
- To dobrze.
Opiera oo mnie swoją główkę i zasypia.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4


****************************************************************


Wszystko gotowe, sukienka, ciastka, posprzątałam w całej kuchni, a Gale'a jak nie było, tak nie ma. Toby siedzi jak na szpilkach i co chwila wygląda przez okno. To nie w porządku z jego strony, skoro obiecał małemu.
- Chyba dziś nie przyjdzie-rzucam w powietrze. Toby odrywa oczy od okna i odwraca się do mnie przodem.
- Przyjdzie-mówi z naciskiem- Powiedział, że przyjdzie.
Mhm, już ja to widzę. Szkoda tylko, że mu obiecał, gdyby tego nie zrobił mały pewnie by się tak nie przejął.  Nagłe pukanie do drzwi sprawia, że podskakuję gwałtownie na krześle. Toby biegnie do drzwi. Przyszedł!Wchodzą do kuchni. Mały w kółko trajkocze, Gale stara się nadążać za jego pytaniami i udzielać odpowiedzi. W końcu Szczerbul puszcza dłoń Gale'a i siadają przy stole.
- Chcesz herbaty Gale?-dopiero teraz zauważa moją obecność.
- Nie dzięki-uśmiecha się leciutko. Pod jego spojrzeniem czerwienię się, aż pieką mnie policzki. Nigdy mi się to nie zdarzyło i przeraża mnie to trochę. Stawiam na stole talerz z ciastkami, starając się ukryć zdradliwe rumieńce. Kuchnia zaczyna wirować wokół mnie. Przytrzymuję się blatu, żeby nie upaść. Odsuwane od stołu krzesło delikatnie szura o podłogę. Ktoś chwyta mnie za przedramiona. To nie są ręce mojej mamy, ani żadnego z braci, te są takie... inne. Silne i ciepłe. Zaraz! Oprócz mnie i Toby'ego jest tu tylko Gale... Więc kto mnie trzyma? To już chyba oczywiste. Błagam, wszyscy tylko nie on...Powoli otwieram oczy.
- Tylko tu nie mdlej, dobra?- wygląda na zatroskanego. Siadam przy stole i stopniowo odzyskuję ostrość widzenia. 
- To nic, ja czasem mdleję-mówię beztrosko.
- A wcale, że nie!-wrzeszczy mały. Piorunuję go wzrokiem. Gale przygląda mi się badawczo.
- Na pewno wszystko dobrze?
Potwierdzam skinieniem głowy. Zapada dziwna, a zarazem dość przyjemna cisza.
- Gale miałeś mnie zabrać do lasu- przerywa milczenie Toby. 


W lesie jest cicho jak zwykle. Gale idzie z przodu, porusza się niemal bezszelestnie, podczas gdy ja co chwila się o coś potykam. Zayrzymujemy się na młej polanie. Jest zadziwiająco ciepło jak na październik. Gale pokazuje Toby'emu jak wykonać najprostsze węzły. Przysiadam się do nich i sama uważnie słucham. Po jakiejś godzinie udaje mi się zawiązać coś w rodzaju węzła. Ściemnia się, powinniśmy już wracać.

 - Dzięki-mówię, gdy jesteśmy już przy furtce mojego domu. Gale uśmiecha się.
- Nie ma za co. Widzimy się jutro.
Jutro? A no tak, w kopalni. Mimowolnie stoję w drzwiach dopóki sylwetka Gale'a nie znknie za rogiem.

LA ;*

Nio to tak: Dzięki za nominację Lily, kocham cię i twórczość twą (i tu następuje moja śmierć, gdyż Lisica czuje się zazdrosna, bo ostatnio jej tego nie mówiłam) no i w ogóle to muszę nominować conajmniej dwa blogi. Nominuję:
1.http://hogwartneverends-nieoficjalnablog.blogspot.com Nie tylko za tego jednego bloga :)) Czekam na nowy!!
2.http://igrzyskakochamiszanuje.blogspot.com Pisz dalej, bo się nudzę XD

Pytania:
1.     Twoje NAJWIĘKSZE marzenie?
hahah dużo tego :D No ie wiem, może te takie naj naj większe... O! Wiem, chciałabym...żeby moje nowe opowiadanko też było czytane czasem i komentowane, bo tą opowieść chciałabym kiedyś wydać po zakończeniu i korekcie.
 
2.     Kim se ty będziesz w przyszłości?
Se ja będę panią spycholog ee znaczy się psycholog i będę spychać ludzi z doła i depresji w jeszcze większy dół i depresję... to jest będę im pomagać zrozumieć samych siebie i poprawić swe życie czy czym tam się spychologowie zajmują.

3.     Czy wierzysz, że może istnieć równoległa rzeczywistość, w której nagie, zielone ufoludki patatajują na jednorożcach w przestworzach jednocześnie robiąc sobie tosty z księżycową Nutellą?
Ależ ja tam jeżdżę na wakacje!! Księżycowa Nutella pyszna, może ci kiedyś wyślę pocztą słoiczek XD. Właściwie to co ja i takie typki jak ty, czy Lisica robimy na tym popapranym świecie, skoro tamten równoległy jest o wiele normalniejszy?

4.     Twoja największa pasja?
Belly Dance forever!!!!!!! I jeszcze pisanie. Na punkcie tych dwóch rzeczy mam absolutnego bzika XD
 
5.     Twoje ulubione motto życiowe?
 "Jeśli szczęście do ciebie nie przyszło to znaczy , że jest wielkie i idzie małymi kroczkami."
 
6.     Kto jest dla ciebie najważniejszy?
Nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie.
 
7.     Czy wierzysz, że istnieje przyjaźń damsko-męska?
Da. Ale czasem jedno zaczyna kochać drugie, nierzadko bez wzajemności. Przyjaźń damsko-męska jest jak najbardziej możliwa, byle nie była to przyjaźń toksyczna jak w mym przypadku, co dotarło do mnie dopiero niedawno.
 
8.     Co uważasz na temat rosyjskiego embarga/embargo (wybierz poprawną wersję, bo jestem głupia i nie wiem jak to się pisze xd) na polskie jabłka?
Aktualnie nie mogę zostawić szanownemu P.Putinowi ogryzka, bo przez blaszkę na zębach mogę wcinać tylko wszelkiego rodzaju musy z jabłek, bądź jabłko starte, ale wydaje mi się, że to idiotyczna próba pokazania, że wszyscy są od niego zależni :p Ach jakie mondre słowa..
 
9.     Czego boisz się najbardziej?
Samotności...
10. Dlaczego prowadzisz bloga? Co Ci on daje?
 Prowadzę, bo chcę pisać i rozwijać się pod tym kątem. Jeśli mam pomysł np. na nowe opowiadanie, to piszę sobie domniemany pierwszy rozdział/prolog i zastanawiam się czy w najbliższym czasie będę mieć pomysły na kolejne , jeśli uznam że tak, to publikuję :). I dzięki temu mój chory mózg się cieszy, a ja mam co robić.
11. W jakiej pozycji odpisujesz na te pytania?
Yyy... Siedzę sobie przy ławie(meble nie przyszły) i klikam w klawiaturę, a koło mnie leży napoczęta tabliczka czekolady kokosowej (dobrze, że mama tego nie widzi, bo czekałoby mnie pranie bieżnika)Pytanko dziwne, ale dzięki temu przynajmniej wiem, że nie jestem jedyną świruską na tym świecie.

Moje Pytania do nominowanych:

1. "Życie jest zbyt krótkie by bać się spróbować"- co o tym myślisz, zgadzasz się or nie?
2. Co cię skłoniło do napisania właśnie takiej, a nie innej historii na swoim blogu?
3. Twój najbardziej chory pomysł na spędzenie piątkowego wieczoru.
4. Jakim meblem byś była, gdyby po śmierci ludzie reinkarnowali się akurat w meble?
5. Gryffindor, Slytherin, Ravenclav czy Hufflepuff? I dlaczego?
6. Masz w sobie coś z głównej bohaterki/głównego bohatera swojego opowiadania? Jeśli tak, to co?
7. Ulubiony film?
8. Lubisz żelki??? To ważne, bardzo ważne...
9. Z czym ci się kojarzą poniższe słowa:
-świeczka
-okno
-drewno
-nóż
10. Wiedziałaś/eś o moim blogu zanim cię nominowałam??
11.  Jak wygląda twój ideał rodziny?

Dobsz to ja teraz czekam na odpowiedzi, a wy piszcie XD. Idę wymyślać new rozdzialik Buziakuję i pa!



sobota, 6 września 2014

Ogłoszonko!!!!!

Hej!!! Zyję i przepraszam za nieobecność!!!! Dopiero może w poniedziałek będę mieć na nowym mieszkaniu neta :(( Teraz piszę u cioci. Liluś moja tyyy dziękii ci za nominację :** !!!!!!!! Obiecuję napisać w najbliższym czasie odpowiedzi!!! Buziaczki moje kochane, miło że ktoś mnie docenia <3
P.S Liluś wyślij mnie plis pytanja ;)) możesz u siebie, a jak nie to na mejla mego . Buziam!!